Wywiad z Józefem Skrzekiem

Skrzek

Recital w Radiu Katowice, rok 2005 (fot. z archiwum artysty), http://www.skrzek.com



Bardzo interesującym doświadczeniem było dla mnie przeprowadzenie wywiadu
z popularnym muzykiem, bratem Jana „Kyksa” Skrzeka i liderem grupy SBB[1], Józefem Skrzekiem, na temat Śląska.

Adrian Hadasz: Zgodził się Pan porozmawiać ze mną o Śląsku. To niezwykle złożony, wzbudzający wiele emocji temat. Czy w dzisiejszym świecie Śląsk może przetrwać ze swoją tradycją?

Józef Skrzek: Śląsk będzie o to walczył, bo my jesteśmy bojowi. My, z natury rzeczy, mamy swoją tradycję, swoje korzenie, mamy swoją atmosferę i  gwarę.

Owszem, ale już w moim pokoleniu to wszystko zanika. Nie chcę powiedzieć, że nie ma tego w ogóle, ale mimo wszystko gwara jest mniej popularna, a Śląsk się polonizuje. Czy nie jest to poważny problem?

JS: Nie uważam tak. Sami tę Polskę wybraliśmy, mój wujek walczył w powstaniu. Śląsk, przez swoją specyfikę, od zawsze był ciepany[2], to w jedną, to w drugą stronę, ze względu na bogactwa, które posiadał. To jednak zawsze były gierki polityków i wojen, które stwarzały taką sytuację – ten Śląsk, pomimo przechodzenia z rąk do rąk, jakoś się ostaje.

Różnorodność patriotyczna jest niejako wpisana w historię tego regionu. W mojej rodzinie zdarzały się przykłady opowiadania się po stronie niemieckiej…

JS: Ale czy my mamy się bać tego, że posiadamy jakieś tam powiązania niemieckie? Co to za problem? Korzenie mamy na pewno śląskie i to jest najważniejsze. Teraz istnieje propaganda antyrosyjska i Rosjanie przejęli rolę wroga. Wcześniej była propaganda antyniemiecka.
I Niemcy, i Rosjanie robili straszne rzeczy, jednak nasze ich postrzeganie zmienia się tak, jak zmienia się polityka na świecie. W paru przypadkach przez te połączenia niemieckie, Ślązacy na pewno byli traktowani bardziej perfidnie, ale tak to już bywa.

Jest Pan przykładem tego, że wytworzony przez ludzi nieznających tego regionu stereotyp niewykształconego Ślązaka, który do niczego wielkiego w życiu nie dochodzi, jest całkowicie błędny. Koncertuje Pan po całym świecie. Pan zdołał zrobić tzw. karierę.

JS: Wielu Ślązakom się to udaje. W moim przypadku był to też pewien szczęśliwy bieg wydarzeń. To po prostu twarde życie. By być tym „naszym Ślązakiem” trzeba zwyczajnie nauczyć się być twardzielem. Trzeba nauczyć się żyć w warunkach „niesterylnych”. Także ze względu na nasze powietrze…

Ślązacy zawsze byli uważani za „twardych”.

JS: Byli też uważani za wiernych – wobec swojej ziemi. Nie będziemy patrzeć na odchyłki, że jakaś tam Erna sobie pojechała i zapomniała skąd jest. Co mnie to obchodzi? Ja tu jestem. Patrzymy na tych, co t u t a j gaszą światło, na tych, co t u t a j są. To oni powodują, że to wszystko istnieje dalej. Kształtuje się nowe pokolenie, młodzież, taka jak ty, która próbuje szukać swojej tożsamości na nowo. Musi jednak ona wiedzieć co jest dla Śląska istotne – wyrobić w sobie tę siłę woli, którą trzeba tutaj kształtować. Siłę charakteru, którą trzeba mieć. Tak jak mówisz, mam koncerty na całym świecie – ale ja zawsze wracam.

Pan odrzucał wielkie kontrakty po to, żeby tutaj zostać…

JS: To jest jasne! To jest oczywiste.

Patriotyzm?

JS: Niekoniecznie „patriotyzm”. To takie słowo, które jest niemodne. To konkretne przywiązanie do ziemi, do rodowych wartości i do rodziny. Mojego ojca za parę miesięcy nie będzie już z nami czterdziesty piąty rok i ja jestem najstarszym chopem[3] w tym rodzie. Myślisz, że mógłbym sobie ot tak furgać[4]? Raczej nie, choć tu też nie ma reguły, bo niektórzy  po  prostu  furgają.  Tylko  co  mnie  to  obchodzi?
I znowu – trzeba mieć swoje zdanie. Trzeba mieć w tym wszystkim siłę i argumentację. Dlaczego tak robię? Może przyzwyczajenie? Za każdym razem jak się jedzie w nowe miejsce, to trzeba się go uczyć – jego kultury, języka, stylu. W nowym miejscu jest się obcym. To miejsce może być wspaniałe i mogę się w nim czuć świetnie, ale zawsze będę się jednocześnie czuł tam gościem. To nigdy nie będzie mój dom. Będąc w USA czy
w Niemczech, nigdy nie poczułem się jak w domu. Tam jestem takim trochę kosmitą.  A tu? Tu jestem s k ą d ś – trochę na takiej zasadzie, że to jest moje i możecie mnie bajsnąć[5].

Lubi pan jednak podróżować…

JS: Oczywiście. Zwiedzanie świata i odkrywanie jego wspaniałych zakamarków jest fascynującym zajęciem. Tyle tylko, że ja jednocześnie nigdy nie zapominam o tym, gdzie jest mój dom. W moim życiu znalazłem się już co najmniej kilkanaście razy w sytuacji, w której byłem gdzieś z moją żoną poza Śląskiem i chciano nas tam niejako zasymilować. Co ciekawe, wtedy to moja żona, bardziej niż ja, tego „nie czuła”. Inną rzeczą jest to, że w układzie kobieta-mężczyzna kobieta często ma taką swoją intuicję.

Czy wspomniana wcześniej kariera wymagała jakichś poświęceń?

JS: Podpisując potężny kontrakt, który jednocześnie zaczyna Cię wiązać, podpisałeś
w pewnym sensie cyrograf z diabłem. Musisz być na każde wezwanie bądź kiwnięcie palcem, w zależności od rodzaju kontraktu. W tym momencie jest się sprzedanym, wynajętym. Im większa swoboda, tym jest lepiej. Ja na dzień dzisiejszy mam tę swobodę i czuję się z tym świetnie.

Czym dla Pana jest szeroko rozumiany krajobraz Śląska?

JS: Specyfika Śląska i śląskiej aglomeracji jest moim zdaniem wyjątkowa. Wszędzie jest blisko. Jeżeli coś ci nie pasuje w Siemianowicach, wyjeżdżasz do Katowic. I warto zauważyć, że każde z tych miast ma swój styl i pewną swoją niezależność, specyfikę, że każde się między sobą różni. Siemianowice są inne od Katowic, Katowice od Bytomia, Bytom od Chorzowa. Każde z nich na swój sposób walczy i każde z nich musi sobie poradzić, na przykład pod względem gospodarczym. Jeśliby rząd i Polacy potrafili nas, jako Ślązaków, bardziej doceniać i w nas inwestować, to byłoby wspaniale, jednak wątpię w to, by tak się stało. W obecnej chwili jesteśmy dla nich takim obrzeżem. Jedna z pań minister powiedziała, że „taki mamy klimat”, po czym „uciekła” do Brukseli – robi swoją karierę i zarabia pieniądze dla siebie. Myślę, że ogólnie teraz mamy takie czasy, że każdy patrzy na siebie i każdy na pierwszym miejscu stawia swoją karierę. Nie można się temu w żaden sposób dziwić, tak teraz działa świat. Czasy swoistego zbliżania się, w których byliśmy większą jednością, raczej już minęły. One przedtem bywały. Wtedy byliśmy mocarzami, pod względem takich wartości jak  „miłość”  czy  „przyjaźń”.
My, „polscy południowcy”, pod różnymi względami, te trzy-cztery dekady wstecz, podtrzymywaliśmy całą Polskę. To stąd szła cała energia, a na pewno ta gospodarcza. Stąd Polacy czerpali bardzo wiele, zaczynając chociażby od fusbalu[6]. Teraz sobie w Warszawie biznesmeni wybudowali „Narodowy”. Nie mam im tego za złe. Mają pieniądze i takie ich prawo. Odnoszę tylko wrażenie, że teraz wszystko koncentrują tam. Trochę tego na Śląsku co prawda jest – ale zdecydowanie za mało. Na szczęście i tak sobie potrafimy z tym poradzić, bo jesteśmy po prostu sumienni. Zaradność i przede wszystkim pracowitość dotyczy Ślązaków. Oraz uczciwość. To są cechy bardzo ważne. W dzisiejszych czasach liczy się niestety głównie cwaniactwo.

Tylko czy to nie jest tak, że jeżeli my będziemy uczciwi, to ten świat – oparty na cwaniactwie – nas zwyczajnie nie oszuka?

JS: I właśnie w tej uczciwości należy jednocześnie nie dać się oszukać. Jak mnie ktoś wykiwa, to pierwsze co mi przychodzi do głowy, to pretensje do samego siebie: „Czemu żeś się doł tak, lebrze[7], wykiwać?”. Dopiero w następnej kolejności mogę „strzelać” do tego, co mnie wykiwał.

Czy Pan na co dzień posługuje się gwarą śląską?

JS: Jo nie musza na siła godać[8], żeby pokozać, jakim żech to nie jest Ślązokiem. Jo nie musza udować Ślązoka – jo nim jest. Bo jo jest tu.

W wielu wywiadach wspominał Pan o tym, że wielkie znaczenie ma dla Pana religia.

JS: Bardziej niż człowiekiem „religijnym” nazwałbym się człowiekiem „wierzącym”. Nie jestem żadnym dewotem. Na pewno wiara jest u nas rodzinna. Jeśli te wartości wpajali mi jeszcze dziadkowie, ojciec i matka, to to ma znaczenie. Jeśli mój stryj, ginąc na bytkowskim drzewie, krzyknął: „Niech żyje Chrystus Król, niech żyje Polska!”, to to ma znaczenie. To zdanie zawiera w sobie dwie ogromnie ważne wartości. To też znaczy, że my – Ślązoki – mamy ogromny szacunek dla Polski. Mój stryj był Ślązakiem. A religijność? Ona zawsze na Śląsku była taka bardzo osobista. I trzeba mieć do tego wielki szacunek. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że „wiara czyni cuda”. Uważam, że jeżeli wierzysz w coś nad nami, to wierzysz też w siebie. A wiara w siebie jest kluczowa – oczywiście mówię o takiej wierze niezarozumiałej, bez ego. Można być zadufanym, można być frechownym[9], ale nie o to chodzi. Chodzi konkretnie o taką nieegoistyczną wiarę w swoje możliwości. A żeby ta wiara była nieegoistyczna, to można ją połączyć z tą „z góry”.

To znaczy?

JS: Chodzi o to, co ta wiara ci daje. A potem zaczyna się przekładanie tego na język sztuki. Ja gram w cudownych miejscach: kościołach, kalwariach, pustelniach; odkrywanie świata niesamowite, a to wszystko właśnie poprzez wiarę i muzykę religijną. Moim językiem i moim talentem jest muzyka. Jeśli mogę to zaprezentować w miejscach sakralnych, to ma to jeszcze większe znaczenie. Miałem możliwość zagrania w Watykanie – przecież to jest ogromne przeżycie, zagranie w auli Pawła VI, na organach watykańskich, w obecności żyjącego jeszcze wtedy Jana Pawła II. Grałem dla Polonii w różnych kręgach i zauważyłem pewną rzecz: że Kościół bardzo zbliża i jest na tej obczyźnie taką wysepką, łączącą ludzi.

Odnoszę wrażenie, że Ślązacy wierzą w szczególny sposób; być może wynika to
z trudnej, specyficznej i często tragicznej pracy pod ziemią. Ciągła obawa przed utratą życia nauczyła ludzi mieszkających tutaj pokory.

JS: Zgadzam się. Dlatego też Ślązacy witają się przy robocie „Szczęść Boże”. To jest oczywiste, bo nigdy nie możesz być pewny czy to jest twoje powitanie, czy może też twoje pożegnanie. W taki sposób górnicy pozdrawiają się przy zjeździe na dół. Dzieje się tak dlatego,  bo  wiele  z  tych  robót  jest  wykonywanych  na  granicy  ryzyka.

Ludziom spoza Śląska ten region wydaje się zwyczajnie brzydki. Ciężka architektura, familoki, szare ulice. Ja natomiast uważam, że mimo, iż jest w tym dużo racji, to… tworzy to jednak pewien specyficzny klimat, który może być na swój sposób piękny.

JS: Trzeba pamiętać, że te tzw. familoki były zwykle budowane w pobliżu albo jakiejś kopalni, albo fabryki, albo innego zakładu przemysłowego i nigdy nie miały za zadanie być piękne – powstawały głównie po to, by zapewnić mieszkania robotnikom. To piękno po prostu trzeba wyczuć. Szybom kopalń i szarym dzielnicom niezwykłości nadaje też zieleń – pola i rozległe łąki.

Ten krajobraz jakoś Pana zainspirował?

JS: Jest szarzyzna i są te hołdy[10], to jasne. Ale one też mają swoje kolory, które są w pewien sposób inspirujące. To trochę takie nasze śląskie góry, charakterystyczne dla naszego otoczenia. Jest dużo marasu[11], ale to ze względu na to, że rządził tu zawsze pragmatyzm. Nie wszyscy zajmowali się tym, żeby było ładnie, nie każdy też miał na to czas i pieniądze. Paradoksalnie zawsze jednak dbano o to, żeby okna były perfekcyjnie czyste.

Ślązacy zawsze wielką wagę przywiązywali do czystości…

JS: Ależ oczywiście! Nie mieli może pieniędzy na wielkie posiadłości, ale charakterystyczna jest właśnie ta czystość w familoku i wokół niego.

Czym Śląsk różni się od innych regionów Polski?

JS: Ci wszyscy górnicy wydobywający węgiel razem z pracownikami hut i fabryk zaczęli tworzyć pewną społeczność, która ma swój styl. I ten właśnie styl jest dla Śląska piękny, malowniczy i wyjątkowy. Dziś jest on trochę zdeformowany, a spowodowała to cywilizacja oraz ograbienie terenu. Traktują nas jak rynek zbytu. Dla biznesmenów stanowimy jedynie dużą społeczność, której można wszystko sprzedać. Zdecydowanie powinno się więcej inwestować w ludzi. Gdybyśmy mieli w tej chwili w rządzie swojego Korfantego, to mielibyśmy też w końcu kogoś, kto walczyłby o interesy Ślązaków. Nie mamy jednak takiej osoby i znajdujemy się teraz na uboczu. Śląsk to region, który walczy po swojemu o swoje. Te wartości i cechy, które mamy, powodują, że umiemy być samowystarczalni. Nie stanowimy jakiejś wielkiej atrakcji turystycznej, jesteśmy aglomeracją. Aglomeracją, która jest industrialna. I na tym polega nasza specyfika i oryginalność.
Śląsk to nie tylko folklor w nienajlepszym wydaniu. Mamy wspaniałą kulturę wysoką, muzykę klasyczną, twórców literatury czy naukowców. Nie bójmy się powiedzieć tego, że stoimy intelektualnie bardzo wysoko. Te wszystkie wyznaczniki śląskości typu gwara to tylko dodatki, które oczywiście powinniśmy kultywować, ale też w takim stopniu,
w jakim potrafimy to robić i… nie na siłę.

Koncertuje Pan na całym świecie, nie wykluczając oczywiście Polski. W jaki sposób odbierano  Pana  zespół?
JS: Jako zespół pochodzący ze Śląska często traktowano nas jak Niemców, którzy dzięki koneksjom robią karierę na Zachodzie. My tymczasem, jako SBB, zawsze podkreślaliśmy swoją polskość. Osobiście nigdy nie zaśpiewałem piosenki po niemiecku.

Czy istnieje pojęcie śląskiego modelu rodziny?

JS: Na pewno. Istnieje coś takiego jak rola śląskiej kobiety. Chop robioł na rodzina, a kobieta zajmowała się wychowywaniem dzieci i ogarnięciem domu. Moja mama spełniała się w tym wspaniale. Taki był podział u mnie w rodzinie. O piątej rano, mama brała paroletnią dziołszkę[12] Terenię, moją siostrę, na lodowisko w Katowicach. Autobusy wtedy tak często nie kursowały. Więc bierze ją „na barana” i idzie zimą na tramwaj. I dla mojej mamy było to zupełnie naturalne! Bo ona od zawsze była robotno dziołcha[13], uczyła się roboty od bajtla[14], kiedy to pomagała w kuźni. Ojciec zaś wprowadził dyscyplinę w rodzinie. Zabezpieczał naszą egzystencję. Jego marzeniem było zaoszczędzenie dla mnie na organy Hammonda, a dużo nie zarabiał.
Wtedy taki model rodziny był normalny. Jak jesteś w jakimś określonym układzie, to należy się do niego stosować. To nie może być tak, że każdy sobie rzepkę skrobie i robi, co chce. Jako rodzina mamy moc. Do dziś pojęcie rodziny znaczy dla mnie bardzo wiele – i to się nie bierze z jakichś rytuałów albo reguł, ja to biorę z praktyki. Dla mnie największym osiągnięciem – niezależnie od tego, co mówią inni ludzie – było założenie rodziny, przy jednoczesnej aktywności na scenie. Pojęcie rodziny jest dla mnie ponad wszystkie inne.

Czasy jednak się zmieniają. Stąd nasuwa się pytanie – czy te typowe śląskie wartości również się nie zmienią?

JS: Oczywiście, zmienia się wszystko – upływają wieki, mijają pokolenia, przeobraża się moda. Zawsze jednak na Śląsku zostawały pewne podstawowe wartości, które nas – jako mieszkańców tego regionu – charakteryzowały. Powiedziałbym, że Śląsk to też pewna dyscyplina życia. Oczywiście, zawsze istnieje bunt wobec z góry narzuconych zasad, ja też się buntowałem przeciwko różnym rzeczom, ale pomimo tego naturalnego buntu zawsze coś z tej dyscypliny zostaje. Śląsk zwyczajnie coś wpaja. Uczy twardości i zaradności. Słowem, uczy życia.

W  jakim  sensie?

JS: Na Śląsku od wieków wpajano ważne wartości i to jest to coś, co ten region wyróżnia. Oczywiście, nie zgadzam się ze skrajnościami. Nigdy nie powiem, że Śląsk to tylko gwara czy kultura; moim zdaniem, Ślązacy są przede wszystkim p r a w d z i w i. Perfekcyjnie godający Ślązok może być jednocześnie Ślązokiem parszywym. Można też w ogóle nie umieć gwary i być wspaniałym Ślązakiem z tożsamością – być p r a w d z i w y m. O to tu przede wszystkim chodzi.

Wspominaliśmy o tym, że Ślązacy są uważani za prostych ludzi…

JS: Ale to przecież nie jest zła cecha. Ślązacy, często prości, są bardzo dobrymi ludźmi. Nie można z tego kpić. Zawsze uważałem, że trzeba szanować każdego człowieka, ponieważ on może wiedzieć o pewnych sprawach więcej ode mnie. Ślązak, w tej swojej prostocie, nieegoistycznej wierze w siebie, z tą twardością i prawdziwością, musi być jednocześnie
p o k o r n y. Przede wszystkim pokorny wobec samego życia. To wszystko, co się tutaj znajduje, buduje taką postawę, która jest w moich oczach bardzo piękna.

Dziękuję Panu bardzo za rozmowę.

skrzek1

Józef Skrzek podczas tournee SBB w USA, fot. Eligiusz Kowalczyk 1994, w: A.Hojn, M.Wilczyński, „SBB <<Wizje>>. Autoryzowana historia zespołu”, Katowice 2003, s. 249

Wywiad przeprowadzony w dn. 12.11.2014, autoryzowany w dn. 30.11.2014.

[1] SBB – Silesian Blues Band lub Szukaj, Burz, Buduj (Search, Break, Build); jedna z najwybitniejszych grup rockowych w Polsce, założona w 1971 roku przez Józefa Skrzeka w Siemianowicach Śląskich, wraz z Antymosem Apostolisem i Jerzym Piotrowskim. SBB reprezentowało kilka stylów muzycznych: blues rock, jazz rock oraz rock progresywny. Zespół w trakcie swojego istnienia wydał ok. 50 płyt, w tym 15 albumów studyjnych. Józef Skrzek współpracował z wieloma wybitnymi muzykami krajowej i światowej sceny muzycznej, m. in. z Czesławem Niemenem oraz Tadeuszem Nalepą (informacje pochodzą z książki Andrzeja Hojna i Michała Wilczyńskiego: SBB „Wizje”. Autoryzowana historia zespołu, Katowice 2003). W 2013 roku za całokształt otrzymał on Nagrodę Muzyczną Fryderyk.

[2] ciepany – rzucany

[3] chop – mężczyzna

[4] furgać – latać

[5] bajsnąć – ugryźć

[6] Zapis fonetyczny niemieckiego słowa Fussball – piłka nożna

[7] leber – naiwniak, frajer

[8] godać – mówić

[9] frechowny – bezczelny, buńczuczny, zarozumiały

[10] hołdy – hałdy

[11] maras – brud

[12] dziołszka – dziewczynka

[13] robotno dziołcha –  pracowita dziewczyna

[14] bajtel – dziecko

Advertisements
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s